Znalezione zdjęcia dla filozofia:
Brak.
Znalezione filmy dla filozofia:
Brak.
Blaise Pascal był głęboko wierzącym chrześcijaninem. Prawdziwy bóg dla niego, to to bóg Abrahama, a nie bóg filozofów. Chcąc przekonać ludzi, że wiara w Boga opłaca się, w porywie swojego religijnego egoizmu i pewności siebie przekalkulował, co się opłaca a co nie. Zakład Pascala to rozumowanie przedstawione przez niego mające dowodzić, iż warto wierzyć w Boga.
Pascal rozpatruje w nim:
Bóg istnieje i nagradza za wiarę życiem wiecznym.
Bóg nie istnieje i nie istnieje życie wieczne.
Wiara w Boga ma równać się tu z przestrzeganiem chrzescijańskich zasad.
Jeżeli nie wierzysz w Boga i Bóg nie istnieje - nic nie tracisz.
Jeżeli nie wierzysz w Boga a Bóg istnieje - tracisz wszystko.
Jeżeli wierzysz w Boga a Bóg nie istnieje - nic się nie dzieje.
Jeżeli wierzysz w Boga i Bóg istnieje - zyskujesz wszystko.
Pascal więc twierdzi, że lepiej wierzyć w Boga, bo w wypadku jego nieistnienia nic się nie traci a w wypadku istnienia można wiele zyskać. Mamy więc dla ateisty nic lub karę ,a dla chrześcijanina nic lub nagrodę. Co jednak z innymi religiami? Co z innymi formami boga?
Pascal w swoim rozumowaniu cechuje się dużą ignorancją. Wychodzi z założenia, że nie wiemy, czy bóg istnieje, czy nie istnieje, więc - bóg jest albo go nie ma boga i na takiej dychotomii opiera całe swoje rozumowanie. Pascal bierze tu pod uwagę tylko ateizm i chrześcijaństwo ignorując wszelkie inne religie czy systemy filozoficzne. Pomija fakt, że bogów może być wielu, ze bóg może w ogóle nie patrzeć na ludzkie czyny, lub że wymaga czegoś innego, niż przewidzieli chrześcijanie.
Jeżeli nie ma chrześcijańskiego boga, a jest np. żydowski, egipski czy perski? Wtedy będąc chrześcijaninem traci się tyle co będąc ateistą, bo nie przestrzegając praw danego (niechrześcijańskiego) boga, naraża się na jego gniew i karę.
Jeżeli ktoś nie ma pewności czy bóg istnieje, nie ma również pewności czy bóg o którym mowa ma taką forme jak ta osoba przewiduje.
Możliwe, że boga nie obchodzi los człowieka, i wiara w niego też nic nie da.
Możeliwe, że bóg ma inne wymagania, niż załozył Pascal. Nie spełniając dokładnie tych wymogów też się traci. Bóg może oceniać np. czyny ludzi, a nie sam fakt czy wierza w boga czy nie.
Jeżeli Bóg istnieje ale jest bezosobowym bytem, który nie osądza a jedynie jest - ateista i chrześcijanin będą w tej samej sytuacji.
Zakład Pascala ma w sobie więcej odgórnych założeń niż kalkulacji czy analiz. Zakłada on, że bóg musi być tylko chrześcijański, że ma konkretną formę i wymagania wobec ludzi. Nie jest więc to analiza, ale pewne propagandowe założenie, zawierające uwypuklony wątek analityczny mający. Watek ten jedynie sprawia wrażenie, ze coś się tam analizuje i kalkuluje. Jeżeli założenia będą stworzone tak, by kalkulacja miała zamierzany wynik - taki wynik będzie miała. Przy wszelkich analizach założenia są najważniejsze, bo stanowią fundament wyniku. Jeżeli prawdziwość lub w ogóle logicznosć przesłanek nie została zachowana - wynik będzie nieprawdziwy.
Pascal jest też bardzo płytkim filozofem. Nie widzi on filozofii czy nawet wiary jako skutków głębszych przemyśleń. Uważa, ze ktoś po takiej kalkulacji może tak poprostu zacząć wierzyć i to we wszystkie bzdury jakie niesie ze sobą chrześcijaństwo! Jedno "tak" ma nieść za sobą niezliczoną liczbę "tak" dla każdego z dogmatów z osobna. Proponuje więc wiarę na siłę. To typowe dla religii - liczy się kolejna przekonana sztuka i przyznanie racji. Duchowość się nie liczy.
P.S. Owa teoria i treśc nie jest mojego autorstwa, ale się z nią zgadzam, więc pozwoliłem sobie na wtawienie jej tutaj na podstawie wpisu jej autora: "Wyrażam zgodę na powielanie zamieszczonych tu tekstów pod warunkiem zaznaczenia mojego ich autorstwa lub zamieszczenia informacji o tym, że pochodzą z tego bloga."
A oto link na blog: http://ateistaa.blog.onet.pl/
P.S2. Autor nie bierze też pod uwagę aspektów historycznych, mianowicie, Pascal jest ignorantem dla życia ludzkiego, gdyż mówiąc że "Jeżeli wierzysz w Boga a Bóg nie istnieje - nic się nie dzieje." oświadcza ignorancje dla
życia i godności ascetów, emirów czy nawet dla rycerzy krucjat. Bo skoro Boga nie ma, to po co pierwsi wyrzekali się dobrobytu, drudzy szli na pustynie a ostatni zabijali niewinnych ludzi w imię "Boga"???
Pascal rozpatruje w nim:
Bóg istnieje i nagradza za wiarę życiem wiecznym.
Bóg nie istnieje i nie istnieje życie wieczne.
Wiara w Boga ma równać się tu z przestrzeganiem chrzescijańskich zasad.
Jeżeli nie wierzysz w Boga i Bóg nie istnieje - nic nie tracisz.
Jeżeli nie wierzysz w Boga a Bóg istnieje - tracisz wszystko.
Jeżeli wierzysz w Boga a Bóg nie istnieje - nic się nie dzieje.
Jeżeli wierzysz w Boga i Bóg istnieje - zyskujesz wszystko.
Pascal więc twierdzi, że lepiej wierzyć w Boga, bo w wypadku jego nieistnienia nic się nie traci a w wypadku istnienia można wiele zyskać. Mamy więc dla ateisty nic lub karę ,a dla chrześcijanina nic lub nagrodę. Co jednak z innymi religiami? Co z innymi formami boga?
Pascal w swoim rozumowaniu cechuje się dużą ignorancją. Wychodzi z założenia, że nie wiemy, czy bóg istnieje, czy nie istnieje, więc - bóg jest albo go nie ma boga i na takiej dychotomii opiera całe swoje rozumowanie. Pascal bierze tu pod uwagę tylko ateizm i chrześcijaństwo ignorując wszelkie inne religie czy systemy filozoficzne. Pomija fakt, że bogów może być wielu, ze bóg może w ogóle nie patrzeć na ludzkie czyny, lub że wymaga czegoś innego, niż przewidzieli chrześcijanie.
Jeżeli nie ma chrześcijańskiego boga, a jest np. żydowski, egipski czy perski? Wtedy będąc chrześcijaninem traci się tyle co będąc ateistą, bo nie przestrzegając praw danego (niechrześcijańskiego) boga, naraża się na jego gniew i karę.
Jeżeli ktoś nie ma pewności czy bóg istnieje, nie ma również pewności czy bóg o którym mowa ma taką forme jak ta osoba przewiduje.
Możliwe, że boga nie obchodzi los człowieka, i wiara w niego też nic nie da.
Możeliwe, że bóg ma inne wymagania, niż załozył Pascal. Nie spełniając dokładnie tych wymogów też się traci. Bóg może oceniać np. czyny ludzi, a nie sam fakt czy wierza w boga czy nie.
Jeżeli Bóg istnieje ale jest bezosobowym bytem, który nie osądza a jedynie jest - ateista i chrześcijanin będą w tej samej sytuacji.
Zakład Pascala ma w sobie więcej odgórnych założeń niż kalkulacji czy analiz. Zakłada on, że bóg musi być tylko chrześcijański, że ma konkretną formę i wymagania wobec ludzi. Nie jest więc to analiza, ale pewne propagandowe założenie, zawierające uwypuklony wątek analityczny mający. Watek ten jedynie sprawia wrażenie, ze coś się tam analizuje i kalkuluje. Jeżeli założenia będą stworzone tak, by kalkulacja miała zamierzany wynik - taki wynik będzie miała. Przy wszelkich analizach założenia są najważniejsze, bo stanowią fundament wyniku. Jeżeli prawdziwość lub w ogóle logicznosć przesłanek nie została zachowana - wynik będzie nieprawdziwy.
Pascal jest też bardzo płytkim filozofem. Nie widzi on filozofii czy nawet wiary jako skutków głębszych przemyśleń. Uważa, ze ktoś po takiej kalkulacji może tak poprostu zacząć wierzyć i to we wszystkie bzdury jakie niesie ze sobą chrześcijaństwo! Jedno "tak" ma nieść za sobą niezliczoną liczbę "tak" dla każdego z dogmatów z osobna. Proponuje więc wiarę na siłę. To typowe dla religii - liczy się kolejna przekonana sztuka i przyznanie racji. Duchowość się nie liczy.
P.S. Owa teoria i treśc nie jest mojego autorstwa, ale się z nią zgadzam, więc pozwoliłem sobie na wtawienie jej tutaj na podstawie wpisu jej autora: "Wyrażam zgodę na powielanie zamieszczonych tu tekstów pod warunkiem zaznaczenia mojego ich autorstwa lub zamieszczenia informacji o tym, że pochodzą z tego bloga."
A oto link na blog: http://ateistaa.blog.onet.pl/
P.S2. Autor nie bierze też pod uwagę aspektów historycznych, mianowicie, Pascal jest ignorantem dla życia ludzkiego, gdyż mówiąc że "Jeżeli wierzysz w Boga a Bóg nie istnieje - nic się nie dzieje." oświadcza ignorancje dla
życia i godności ascetów, emirów czy nawet dla rycerzy krucjat. Bo skoro Boga nie ma, to po co pierwsi wyrzekali się dobrobytu, drudzy szli na pustynie a ostatni zabijali niewinnych ludzi w imię "Boga"???
04.01.2011 o godz. 19:18
komentuj (0)
Nie musisz szukać daleko ludzi trzymających się kurczowo swoich przekonań, nawet w obliczu przytłaczających dowodów, które im zaprzeczają. Tysiące ludzi ciągle tkwi w przekonaniu, że szczepionki powodują autyzm, że całe życie powstało kilka tysięcy lat temu, albo nawet że picie wybielacza to dobry pomysł. Zobacz niezliczone komentarze w Internecie, a z pewnością odkryjesz masy ludzi, którzy ślepo popierają te pomysły, nawet w obliczu racjonalnych argumentów.
Może to być przygnębiające, ale nie jest czymś nieoczekiwanym. W nowym badaniu David Gal oraz Derek Rucker z Northwestern University odkryli, że kiedy ludzkie przekonania są podważana, stają się oni jeszcze silniejszymi ich obrońcami. Przeprowadzili oni trzy eksperymenty z tematami dotyczącymi testów na zwierzętach, preferencji żywieniowych oraz lojalności wobec Macków lub Pecetów. W każdym badaniu subtelnie manipulowali pewnością siebie badanych i odkryli tę samą rzecz. Ludzie krzyczą głośniej w obliczu wątpliwości.
Gal i Rucker zainspirowali się klasyczną książką z dziedziny psychologii zatytułowaną When Prophecy Fails (Gdy proroctwo się nie spełnia). W tejże książce Leon Festinger wraz z kolegami przeniknęli do jednego z amerykańskich kultów, którego liderka Dorothy Martin przekonywała swoich wiernych, że latające spodki uratują ich od apokaliptycznego potopu. Wielu jej uwierzyło, porzucając swoje sprawy codzienne, ruchomości oraz rodzinę oczekiwali na kosmitów, którzy mieli ich uratować. Kiedy nadszedł przepowiadany moment i nic się nie stało, grupa zdecydowała, że ich oddanie spowodowało uchronienie świata przed zagładą. Zmieniając swoją uprzednią politykę unikania rozgłosu, zaczęli aktywnie nawracać ludzi na swoją wiarę. Fakt, że UFO się nie pojawiło sprawił, że niezachwiani w swojej wierze, stali się jej żarliwymi ewangelistami.
Studium tego przypadku zainspirowało Festingera do stworzenia teorii „dysonansu poznawczego", która opisuje dyskomfort, jaki ludzie odczuwają, gdy zmagają się ze sprzecznymi ideami. Festinger dowodził, że ludzie zadają sobie wiele trudu, aby zredukować sprzeczności. Zmiana czyichś przekonań w obliczu nowych dowodów jest jednym rozwiązaniem, ale dla zwolenników Martin to było zbyt trudne. Alternatywą była próba zdobycia społecznego poparcia dla swoich idei. Jeżeli inni ludzie uwierzą w to, co mówię, mój wewnętrzny dysonans zmniejszy się.
Festinger przewidział, że gdy czyjeś przekonania zostaną podważone, będzie on próbował znaleźć poparcie dla tych przekonań z paradoksalnym entuzjazmem. Zdumiewa, że w czasie ostatniego półwiecza przypuszczenia te nigdy nie zostały sprawdzone eksperymentalnie — aż do teraz.
W pierwszym eksperymencie, Gal i Rucker poprosili 88 studentów o napisanie swoich opinii na temat testowania na zwierzętach dóbr konsumenckich, ale tylko połowie z nich pozwolili pisać ręką, do której byli przyzwyczajeni. Może to wyglądać na przypadek, ale poprzednie badania wykazały, że ludzie są mniej pewni tego, co piszą, gdy robią to ręką, której zwykle do tego nie używają. I rzeczywiście właśnie to odkryli w swoim badaniu Gal i Rucker. Zapytani później ochotnicy, którzy nie używali prawidłowej ręki, byli mniej pewni swoich przekonań.
Bardziej prawdopodobne jednak było, że będą próbowali przekonać innych do tych samych przekonań. Gdy poproszono ich o napisanie czegoś, co przekonywałoby kogoś innego do ich punktu widzenia, ci, którzy czuli się mniej pewni siebie, pisali znacznie dłuższe teksty. Z okruchami niepewności w swoich umysłach, poświęcili znacznie więcej wysiłku na próby perswazji.
Gal i Rucker odkryli także, że dodatkowy wysiłek zniknął, gdy ochotnicy mieli możliwość zadeklarowania swojej własnej tożsamości przed testem. Kiedy przed testem dotyczącym doświadczeń na zwierzętach, poproszono ich o podanie ulubionych rzeczy (książek, miast, piosenek itd.), wybór ręki nie miał wpływu na próby obrony. Gdy poproszono ich o stwierdzenie, jakie są ulubione przedmioty ich rodziców, efekt ręki powrócił.
W drugim eksperymencie ze 151 nowymi ochotnikami, Gal i Rucker odkryli ten sam efekt. Tym razem wpłynęli na stopień pewności siebie ochotników prosząc połowę z nich o nawiązanie do wspomnień, gdy byli przepełnieni pewnością siebie, a drugą połowę o opisanie wspomnień, gdy ogarniało ich zwątpienie. Następnie ochotnicy musieli stwierdzić, czy są weganami, wegetarianami czy też jedzą mięso, jak pewni byli swoich opinii i jak ważny był dla nich ich wybór.
Tak jak przypuszczano ci, którzy wspominali momenty zwątpienia, byli mniej pewni tego, że ich sposób odżywiania się był odpowiedni. I tak jak wcześniej, ci sami wątpiący ochotnicy bronili swoich przekonań z większą mocą. Gdy poproszono ich o wyobrażenie sobie, że muszą kogoś przekonać do swojej diety, niepewna siebie grupa napisała znacznie dłuższe teksty i spędziła więcej czasu na ich tworzenie.
Ten eksperyment — z inną metodą manipulowania pewnością siebie, innym problemem i innym sposobem ewangelizowania — dodaje wagi poprzedniemu badaniu. Efekt okazał się jednak prawdziwy tylko dla tych, dla których preferencje dietetyczne były bardzo ważne. Pokazało to (być może było to do przewidzenia), że więzi pomiędzy wątpliwościami a ich obroną są silniejsze dla przekonań, które są dla ludzi ważne.
Trzeci eksperyment przyniósł podobne wyniki, używając znacznie bardziej trywialnego przykładu (podobno bardziej trywialnego). Gal i Rucker pracowali z 106 studentami, którzy twierdzili, że Mac'i są lepsze od Pecetów. Po raz kolejny duet odniósł sukces w manipulowaniu pewnością siebie studentów, prosząc ich o zapamiętanie przeszłego incydentu związanego z pewnością lub niepewnością.
Studenci mieli sobie wyobrazić przekonywanie użytkowników Pecetów do zalet produktu Apple, ale tym razem, połowie z nich powiedziano, że przekonują kogoś mającego postawę: dam-się-zabić-za-Windows; a pozostali stanęli w obliczu bardziej otwartych partnerów. Tak jak poprzednio, studenci włożyli więcej wysiłku w przekonywanie wyimaginowanego partnera, gdy ich przekonanie było zachwiane, ale tylko, gdy partner był otwarty.
We wszystkich trzech przypadkach Gal i Rucker odkryli, że wątpliwości zmieniają ludzi w silniejszych obrońców. A dodatkowo ich badanie pokazuje, że efekt ten jest silniejszy, gdy czyjaś tożsamość jest zagrożona, jeżeli dane przekonanie jest dla nich ważne i gdy uważają, że inni będą ich słuchali. Wszystko to pasuje do wzorca zachowania, w którym ludzie ewangelizują, aby wzmocnić swoje własne słabnące przekonania.
Te badania rzucają także inne światło na działania obronne. Broniący swoich pozycji mogą pozornie próbować zmienić nastawienie innych ludzi, ale ich działania mogą być równie ważne dla podtrzymywania własnych przekonań. Jak piszą Gal i Rucker:
„Obecne badanie jest ostrzeżeniem dla każdego, kto jest odbiorcą próby przekonania go. Mimo, że naturalnym wydaje się założenie, iż uparty i entuzjastycznie nastawiony orędownik swoich poglądów jest całkowicie pewny swego, samo przekonywanie może być w rzeczywistości sygnałem, że jednostka przepełniona jest wątpliwościami".
Autor tekstu: Ed Yong
Tłumaczenie: Krzysztof Achinger
Źródło: racjonalista.pl
Teraz coś od siebie. Mianowicie ten artykuł według mnie jest w 100%prawdziwy...
Wnioskuje tak z własnego doświadczenia...
Mianowicie, gdy ktoś się dowiaduje o mojej ideologi i chce wejść ze mną w konfrontacje i nie może znaleźć żadnych racjonalnych argumentów na jedzenie mięsa, a moje są niezaprzeczalne, to w tedy zaczyna być jak w doświadczeniu, jak ludzie zaczynają wątpić w słuszność jedzenia mięsa lub zaczynają mieć wyrzuty sumienia, to zaczynają gadać byle co tylko żeby mieć racje i żeby się usprawiedliwić...
Dlatego osobiście nie lubię rozmawiać na temat wegetarianizmu i weganizmu i specjalnie do promocji tego stylu życia założyłem tego bloga, by chętne osoby mogły się coś dowiedzieć na ten temat lub by mogły same w spokoju wynieść wnioski z dotychczasowego postępowania...
Może to być przygnębiające, ale nie jest czymś nieoczekiwanym. W nowym badaniu David Gal oraz Derek Rucker z Northwestern University odkryli, że kiedy ludzkie przekonania są podważana, stają się oni jeszcze silniejszymi ich obrońcami. Przeprowadzili oni trzy eksperymenty z tematami dotyczącymi testów na zwierzętach, preferencji żywieniowych oraz lojalności wobec Macków lub Pecetów. W każdym badaniu subtelnie manipulowali pewnością siebie badanych i odkryli tę samą rzecz. Ludzie krzyczą głośniej w obliczu wątpliwości.
Gal i Rucker zainspirowali się klasyczną książką z dziedziny psychologii zatytułowaną When Prophecy Fails (Gdy proroctwo się nie spełnia). W tejże książce Leon Festinger wraz z kolegami przeniknęli do jednego z amerykańskich kultów, którego liderka Dorothy Martin przekonywała swoich wiernych, że latające spodki uratują ich od apokaliptycznego potopu. Wielu jej uwierzyło, porzucając swoje sprawy codzienne, ruchomości oraz rodzinę oczekiwali na kosmitów, którzy mieli ich uratować. Kiedy nadszedł przepowiadany moment i nic się nie stało, grupa zdecydowała, że ich oddanie spowodowało uchronienie świata przed zagładą. Zmieniając swoją uprzednią politykę unikania rozgłosu, zaczęli aktywnie nawracać ludzi na swoją wiarę. Fakt, że UFO się nie pojawiło sprawił, że niezachwiani w swojej wierze, stali się jej żarliwymi ewangelistami.
Studium tego przypadku zainspirowało Festingera do stworzenia teorii „dysonansu poznawczego", która opisuje dyskomfort, jaki ludzie odczuwają, gdy zmagają się ze sprzecznymi ideami. Festinger dowodził, że ludzie zadają sobie wiele trudu, aby zredukować sprzeczności. Zmiana czyichś przekonań w obliczu nowych dowodów jest jednym rozwiązaniem, ale dla zwolenników Martin to było zbyt trudne. Alternatywą była próba zdobycia społecznego poparcia dla swoich idei. Jeżeli inni ludzie uwierzą w to, co mówię, mój wewnętrzny dysonans zmniejszy się.
Festinger przewidział, że gdy czyjeś przekonania zostaną podważone, będzie on próbował znaleźć poparcie dla tych przekonań z paradoksalnym entuzjazmem. Zdumiewa, że w czasie ostatniego półwiecza przypuszczenia te nigdy nie zostały sprawdzone eksperymentalnie — aż do teraz.
W pierwszym eksperymencie, Gal i Rucker poprosili 88 studentów o napisanie swoich opinii na temat testowania na zwierzętach dóbr konsumenckich, ale tylko połowie z nich pozwolili pisać ręką, do której byli przyzwyczajeni. Może to wyglądać na przypadek, ale poprzednie badania wykazały, że ludzie są mniej pewni tego, co piszą, gdy robią to ręką, której zwykle do tego nie używają. I rzeczywiście właśnie to odkryli w swoim badaniu Gal i Rucker. Zapytani później ochotnicy, którzy nie używali prawidłowej ręki, byli mniej pewni swoich przekonań.
Bardziej prawdopodobne jednak było, że będą próbowali przekonać innych do tych samych przekonań. Gdy poproszono ich o napisanie czegoś, co przekonywałoby kogoś innego do ich punktu widzenia, ci, którzy czuli się mniej pewni siebie, pisali znacznie dłuższe teksty. Z okruchami niepewności w swoich umysłach, poświęcili znacznie więcej wysiłku na próby perswazji.
Gal i Rucker odkryli także, że dodatkowy wysiłek zniknął, gdy ochotnicy mieli możliwość zadeklarowania swojej własnej tożsamości przed testem. Kiedy przed testem dotyczącym doświadczeń na zwierzętach, poproszono ich o podanie ulubionych rzeczy (książek, miast, piosenek itd.), wybór ręki nie miał wpływu na próby obrony. Gdy poproszono ich o stwierdzenie, jakie są ulubione przedmioty ich rodziców, efekt ręki powrócił.
W drugim eksperymencie ze 151 nowymi ochotnikami, Gal i Rucker odkryli ten sam efekt. Tym razem wpłynęli na stopień pewności siebie ochotników prosząc połowę z nich o nawiązanie do wspomnień, gdy byli przepełnieni pewnością siebie, a drugą połowę o opisanie wspomnień, gdy ogarniało ich zwątpienie. Następnie ochotnicy musieli stwierdzić, czy są weganami, wegetarianami czy też jedzą mięso, jak pewni byli swoich opinii i jak ważny był dla nich ich wybór.
Tak jak przypuszczano ci, którzy wspominali momenty zwątpienia, byli mniej pewni tego, że ich sposób odżywiania się był odpowiedni. I tak jak wcześniej, ci sami wątpiący ochotnicy bronili swoich przekonań z większą mocą. Gdy poproszono ich o wyobrażenie sobie, że muszą kogoś przekonać do swojej diety, niepewna siebie grupa napisała znacznie dłuższe teksty i spędziła więcej czasu na ich tworzenie.
Ten eksperyment — z inną metodą manipulowania pewnością siebie, innym problemem i innym sposobem ewangelizowania — dodaje wagi poprzedniemu badaniu. Efekt okazał się jednak prawdziwy tylko dla tych, dla których preferencje dietetyczne były bardzo ważne. Pokazało to (być może było to do przewidzenia), że więzi pomiędzy wątpliwościami a ich obroną są silniejsze dla przekonań, które są dla ludzi ważne.
Trzeci eksperyment przyniósł podobne wyniki, używając znacznie bardziej trywialnego przykładu (podobno bardziej trywialnego). Gal i Rucker pracowali z 106 studentami, którzy twierdzili, że Mac'i są lepsze od Pecetów. Po raz kolejny duet odniósł sukces w manipulowaniu pewnością siebie studentów, prosząc ich o zapamiętanie przeszłego incydentu związanego z pewnością lub niepewnością.
Studenci mieli sobie wyobrazić przekonywanie użytkowników Pecetów do zalet produktu Apple, ale tym razem, połowie z nich powiedziano, że przekonują kogoś mającego postawę: dam-się-zabić-za-Windows; a pozostali stanęli w obliczu bardziej otwartych partnerów. Tak jak poprzednio, studenci włożyli więcej wysiłku w przekonywanie wyimaginowanego partnera, gdy ich przekonanie było zachwiane, ale tylko, gdy partner był otwarty.
We wszystkich trzech przypadkach Gal i Rucker odkryli, że wątpliwości zmieniają ludzi w silniejszych obrońców. A dodatkowo ich badanie pokazuje, że efekt ten jest silniejszy, gdy czyjaś tożsamość jest zagrożona, jeżeli dane przekonanie jest dla nich ważne i gdy uważają, że inni będą ich słuchali. Wszystko to pasuje do wzorca zachowania, w którym ludzie ewangelizują, aby wzmocnić swoje własne słabnące przekonania.
Te badania rzucają także inne światło na działania obronne. Broniący swoich pozycji mogą pozornie próbować zmienić nastawienie innych ludzi, ale ich działania mogą być równie ważne dla podtrzymywania własnych przekonań. Jak piszą Gal i Rucker:
„Obecne badanie jest ostrzeżeniem dla każdego, kto jest odbiorcą próby przekonania go. Mimo, że naturalnym wydaje się założenie, iż uparty i entuzjastycznie nastawiony orędownik swoich poglądów jest całkowicie pewny swego, samo przekonywanie może być w rzeczywistości sygnałem, że jednostka przepełniona jest wątpliwościami".
Autor tekstu: Ed Yong
Tłumaczenie: Krzysztof Achinger
Źródło: racjonalista.pl
Teraz coś od siebie. Mianowicie ten artykuł według mnie jest w 100%prawdziwy...
Wnioskuje tak z własnego doświadczenia...
Mianowicie, gdy ktoś się dowiaduje o mojej ideologi i chce wejść ze mną w konfrontacje i nie może znaleźć żadnych racjonalnych argumentów na jedzenie mięsa, a moje są niezaprzeczalne, to w tedy zaczyna być jak w doświadczeniu, jak ludzie zaczynają wątpić w słuszność jedzenia mięsa lub zaczynają mieć wyrzuty sumienia, to zaczynają gadać byle co tylko żeby mieć racje i żeby się usprawiedliwić...
Dlatego osobiście nie lubię rozmawiać na temat wegetarianizmu i weganizmu i specjalnie do promocji tego stylu życia założyłem tego bloga, by chętne osoby mogły się coś dowiedzieć na ten temat lub by mogły same w spokoju wynieść wnioski z dotychczasowego postępowania...
Wegetarianizm wywodzi się z Indii, gdzie praktykowano go już w starożytności. Był on ściśle związany z ówczesnymi wierzeniami, stosowali go wyznawcy dżinizmu oraz część buddystów.
Pierwsze wiarygodne źródła mówiące o praktykowaniu wegetarianizmu w Europie pochodzą z VI w. p.n.e.. Znany był on w południowych Włoszech i Grecji. Wegetarianinem był Pitagoras oraz jego naśladowcy. Dietę bezmięsną określa się dziś czasem mianem „pitagorejskiej”.
Wraz z rozprzestrzenianiem się wiary chrześcijańskiej, wegetarianizm tracił w Europie na popularności. Późniejsi mnisi chrześcijańscy czasem rezygnowali z mięsa w ramach ascezy, ale nie wynikało to z pobudek etycznych, było raczej związane z chęcią umartwienia.
W renesansie koncepcja wegetarianizmu, jako filozofii życia, powróciła do Europy. Później, w XIX wieku, w Anglii, powstało pierwsze Towarzystwo Wegetariańskie. Współcześnie coraz modniejsze jest studiowanie religii i filozofii Dalekiego Wschodu. Zainteresowanie indyjskimi wierzeniami, a także jogą, w ogromnym stopniu wpływa na upowszechnianie się wegetarianizmu w Europie i Stanach Zjednoczonych.
Źródło: fragment z artykułu ze strony wieszjak.pl
"Jeśli młoda dziewczyna śni,
Że rodzi jej się synek, który następnie umiera,
Najpierw czuje radość, a potem smutek:
Wiedz, że wszystkie zjawiska są właśnie takie."
-- Sutra króla medytacyjnego wchłonięcia
"Umysł jest jak malarz.
Umysł wytworzył złożenia.
Wszystkie istniejące światy
Są obrazami namalowanymi przez umysł."
-- Sutra girlandy kwiatów
Fragmenty pochodzą z ksiązki "Słowa Buddy"
Że rodzi jej się synek, który następnie umiera,
Najpierw czuje radość, a potem smutek:
Wiedz, że wszystkie zjawiska są właśnie takie."
-- Sutra króla medytacyjnego wchłonięcia
"Umysł jest jak malarz.
Umysł wytworzył złożenia.
Wszystkie istniejące światy
Są obrazami namalowanymi przez umysł."
-- Sutra girlandy kwiatów
Fragmenty pochodzą z ksiązki "Słowa Buddy"
Dzień Ryby – organizowany 20 grudnia (od 2003) w Polsce przez Stowarzyszenie Empatia i Fundację Viva!
W dniu tym podczas akcji ulicznych zorganizowanych w polskich miastach uczestnicy starają się uświadomić społeczeństwu, że ryby nie są przedmiotami i również czują ból. Protesty często mają formę marszów milczenia lub happeningów, nie zachęca się natomiast - w odróżnieniu od Klubu Gaja - do wypuszczania ryb na wolność. Data obchodzenia tego dnia w okolicach Wigilii ma nakłonić do zastanowienia się nad niehumanitarnym traktowaniem żywych karpi w punktach sprzedaży.
źródło: wikipedia.pl
W dniu tym podczas akcji ulicznych zorganizowanych w polskich miastach uczestnicy starają się uświadomić społeczeństwu, że ryby nie są przedmiotami i również czują ból. Protesty często mają formę marszów milczenia lub happeningów, nie zachęca się natomiast - w odróżnieniu od Klubu Gaja - do wypuszczania ryb na wolność. Data obchodzenia tego dnia w okolicach Wigilii ma nakłonić do zastanowienia się nad niehumanitarnym traktowaniem żywych karpi w punktach sprzedaży.
źródło: wikipedia.pl


